Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 4
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
PiS, co zrobił a nie co powiedział
Cytat:Stanisław Gawłowski miesiąc temu zrzekł się immunitetu, co sejmowa komisja regulaminowa oficjalnie stwierdziła 7 lutego. Od 10 dni śledczy mogą więc wezwać polityka, przesłuchać go i postawić zarzuty. Tak się jednak nie dzieje. Widać wyraźnie, że prokuratura czeka na decyzję Sejmu w sprawie zgody na ewentualne zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie. Chodzi o obrazek w telewizji?


Tyle że strategia prokuratury zaczęła się sypać, od kiedy sprawą zainteresowali się dziennikarze (w tym my, w Onecie). Okazało się, że wniosek prokuratury skierowany do Sejmu jest dziurawy jak ser szwajcarski. Opiera się prawie wyłącznie na zeznaniach trzech osób oskarżonych już wcześniej o korupcję. To Mieczysław O. i Łukasz L., a także Krzysztof B. Dwaj pierwsi to byli urzędnicy podległego ministerstwu środowiska Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Twierdzą oni, że w ramach łapówki wręczyli Gawłowskiemu w 2011 roku dwa zegarki.

Tyle że prokuratorzy tych zegarków do dziś nie znaleźli, zegarek tej samej marki polityk PO rzeczywiście posiada, ale… od 2007 roku i kupiła mu go żona. Co więcej, Stanisław Gawłowski w prywatnych zbiorach znalazł zdjęcie z 2013 roku. Na nim Mieczysław O., a na jego ręku… zegarek identyczny, jak jeden z tych, które O. sam miał dać Gawłowskiemu w postaci łapówki.

W innym wątku biznesmen Krzysztof B. twierdzi, że w sierpniu 2011 roku w Koszalinie wręczył posłowi Platformy ponad 170 tys. zł łapówki. Krzysztof B. sam w 2014 roku usłyszał zarzuty korumpowania urzędnika ze Szczecina. O łapówce wręczonej Gawłowskiemu "przypomniał" sobie dwa lata później w zamian za złagodzenie kary poprzez uzyskanie statusu tzw. małego świadka koronnego.

Tyle że tak jak w przypadku zegarków, tak i tu łapówka (żywa gotówka) nie została znaleziona, nie wiadomo, na co Gawłowski pieniądze miał wydać. Co ciekawe, wtedy gdy B. miał łapówkę wręczyć w Koszalinie, polityk przebywał na wakacjach… w Chorwacji. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, iż Krzysztof B. jeszcze do 2014 roku był członkiem PiS.

Zupełnie osobna historia dotyczy samego wniosku prokuratury, który momentami jest napisany po prostu niechlujnie. A w sporej części jest… plagiatem. Jak ujawnił Tomasz Skory z RMF FM, prokuratorzy bez podania źródła po prostu przepisali całe fragmenty komentarza do Kodeksu Karnego autorstwa prof. Andrzeja Marka. Na ironię zakrawa fakt, iż Gawłowski ma usłyszeć m.in. zarzut… popełnienia plagiatu w swojej pracy doktorskiej.

Z nieoficjalnych informacji jakie dobiegają do nas z prokuratury wynika, że autorzy wniosku w sprawie zatrzymania i aresztowania polityka Platformy mogą próbować chwytać się ostatniej deski ratunku, czyli utrącenia pełnomocnika Stanisława Gawłowskiego, którym od kilku tygodni jest mec. Roman Giertych. On sam kilka dni temu na Twitterze napisał: "W Prokuraturze Krajowej narada jak mnie wyłączyć ze sprawy Gawłowskiego. Kochani Prokuratorzy! Nie kombinujcie, bo jeszcze bardziej się skompromitujecie. No i warto poprawić szczelność narad".

O co chodzi? Z moich informacji wynika, że wspomniany wyżej Krzysztof B. miał zeznać w ostatnich tygodniach (już po tym, gdy sprawę Gawłowskiego wziął na warsztat Roman Giertych), iż on sam w 2014 roku zgłosił się do mecenasa Giertycha i poprosił, by ten został jego pełnomocnikiem.

Giertych miał odmówić, ale podobno – według B. – miał mu na odchodnym udzielić "porady prawnej" w stylu "idź i przyznaj się, że wręczyłeś łapówkę". Giertych niczego takiego nie pamięta. Prokuratorzy to zeznanie mogą jednak wykorzystać i próbować udowodnić, że Giertych w roli obrońcy Stanisława Gawłowskiego staje w sytuacji konfliktu interesów. Gdyby rzeczywiście prokuratorzy rozważali taki wariant taktyczny, świadczyłoby to, iż zdają sobie sprawę, że materiał dowodowy jest po prostu słabiutki.

Na koniec wracam do tego, po co prokuraturze możliwość zatrzymania i aresztowania Gawłowskiego. We wniosku skierowanym do Sejmu podkreślają, że istnieje obawa matactwa. To jeszcze raz… Gawłowski miał przyjąć łapówki w 2011 roku, czyli 7 (!) lat temu. Sprawa została upubliczniona już blisko dwa miesiące temu. Jeśli sekretarz generalny PO chciałby mataczyć, już dawno by to zrobił.

Ale może rzeczywiście chodzi o obrazek w telewizji.

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-oneci...rz/3dkn3sq





Takie samo "przeoczenie" jak z autobusami.


Cytat:Ministerstwo Obrony Narodowej mogło zawrzeć kontrakt za blisko ćwierć miliona złotych. Nie doszedł do skutku, bo były wiceprezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej nie zapoznał się w porę z dokumentacją przetargową.

O sprawie informuje serwis "Fakt". Przypomina, że portal mpolska24.pl dotarł do dokumentów przetargowych i listów między Ministerstwem Obrony Narodowej a resortem obrony z Peru. Ten południowoamerykański kraj wyrażał zainteresowanie nabycia od Polski ręcznych zestawów przeciwlotnicze GROM. Latem 2017 r. do Polskiej Grupy Zbrojeniowej trafiło zapytanie dotyczące zakupu rakiet GROM z wyrzutniami za 25 mln dolarów oraz innych elementów przemysłu zbrojeniowego za kolejne 40 mln dolarów. Kontrakt mógł więc opiewać na niemal ćwierć miliarda złotych!

Tymczasem nic z niego nie będzie, gdyż został zlekceważony przez Macieja Lwa-Mirskiego, który do niedawna pełnił funkcję o niedawna wiceprezesa Polskiej Grupy Zbrojeniowej. To bliski człowiek Antoniego Macierewicza, który stracił stanowisko niedługo po tym, jak z resortem pożegnał się Macierewicz.

https://www.money.pl/gospodarka/wiadomos...98663.html
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
KretyńskaZmiana przyznała dwie rzeczy w sposób otwarty, a to za pomocą wywiadu marszałka Karczewskiego.

Pierwsza, to podkulenie ogona i zgodzenie się, że nowelizacja ustawy o IPN jest do kitu i nie powinna być promowana.
A druga, że prawo stanowione przez parlament nie ma już żadnego znaczenia, bo jak to sam marszałek senatu stwierdził, wspomniana nowela "nie będzie na razie działać". Tym samym przyznał, że PiS dokonał politycznej bandyterki dając sobie prawo do decydowania, które prawo obowiązuje, a które nie. Głosowania nie mają już żadnego znaczenia...


Z kolei premier (podobno) Morawiecki powiedział, również wbrew zapisowi w ustawie zasadniczej, że "Polska jest demokratycznym państwem narodowym", nie prawa, ale narodowym właśnie. I tak, dwie oficjalne wypowiedzi PiSowskich oficjeli, po grudniowych posiedzeniach sejmu demolujących sądownictwo, ostatecznie podsumowały polityczne interludium trwające od listopada 2015 roku, swoisty wstęp, do proklamowania nowej autorytarnej republiki, co właśnie się dokonało.

* 1989 - 2015 +

Rok 2015 i zwycięstwo jakie odnieśli stał się nowym mitem założycielskim dla obozu PiS. Nie ważne już, czy utrzymają władzę, czy nie, na dłużej, bowiem odtąd będą się do tej daty odwoływać w swoich wystąpieniach, by na niej budować przyszłą narrację.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Kolejny wiekopomny sukces rządu Dobrej Zmiany w walce o Polskę wolną od nepotyzmu i korupcji – z 29. na 36. miejsce spadła Polska w tegorocznym Indeksie Percepcji Korupcji opublikowanym przez Transparency International.
O Lord, bless this thy hand grenade, that with it thou mayest blow thy enemies to tiny bits in thy mercy.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości