Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Czemu według chrześcijan Bóg musi być dobry?
(25.07.2017, 17:59)Sir Galahad napisał(a): W sumie i taki dowód nie świadczy o niczym innym niż o tym że ten wszechświat jest jedyny możliwy. W końcu ktoś mógłby rzec, że w nieskończonej skali i taki wszechświat musiałby w końcu zaistnieć.

Ano mógłby

(25.07.2017, 17:59)Sir Galahad napisał(a): Zależy. W końcu może być nieskończona liczba bliźniaczych wszechświatów będących alternatywnymi rzeczywistościami. I co wtedy? Oczko

wtedy zaczynamy kręcić remake serialu Sliders Język
A bardziej na poważnie to skoro nie byłyby identyczne (ale baaardzo podobne) to może udałoby sie namierzyć co sprawiło że poszły innymi drogami a tym samym pewnie odpowiedzieć na pytanie "czemu po big bangu materia ułożyła się tak a nie inaczej"

(25.07.2017, 17:59)Sir Galahad napisał(a): Łaska to rodzaj takiego wsparcia woli w wytrwaniu w wierze i poprawie zachowania.

To trzeba uważać, raz uwierzysz a potem nie możesz przestać bo wsparcie za mocne Oczko

(25.07.2017, 17:59)Sir Galahad napisał(a): Przypowieść o synu marnotrawnym znasz? No to właśnie nie jest tak Oczko

Przypowieściami to można się przerzucać. Nigdy nie wiadomo kiedy staniesz się Hiobem i będziesz stanowić rozrywkę dla świata duchowego.


(25.07.2017, 17:59)Sir Galahad napisał(a): Wiarę lub niewiarę wybierasz sam, ale wybór wiary wsparty jest tą łaską właśnie. Ta łaska jest na wyciągnięcie ręki i to nie  Bóg jej odmawia, ale niewierzący odrzuca.

Cytat:No ale odstawiając łaskę na bok, sama wiara w ciemno jest dla mnie czymś negatywnym.

A dlaczego?

No widzisz, inaczej widzisz wiarę niż ja. Ja wierzę w rzeczy które uważam za prawdziwe, nie w te które będą mi się opłacać albo wolałbym żeby było prawdą. Wiara to nie wybór, to przekonanie. Nie możesz uważać czegoś za bzdurę a potem wybrać że w to uwierzysz. Żeby w coś uwierzyć ktoś musi Cię przekonać. A jak Cię przekona to nie masz możliwości nie uwierzyć. (oczywiście można deklarować wiarę mimo jej braku, lub odwrotnie, ale to inna para kaloszy, to kłamstwo pod publiczkę, bo zła odpowiedź może oznaczać niewygodne konsekwencje).

Natomiast to o czym Ty mówisz, że niby "wybór" to nie jest żadne przekonanie, ani żadne uważanie czegoś za prawdziwe.

A co do wiary w ciemno. Jeśli dajesz się przekonać do czegoś bez przedstawienia dowodów to jesteś po prostu naiwny. Religia jest pozornie nieszkodliwa, no właśnie pozornie, ale jeśli zbierzemy wystarczająco dużo naiwniaków to jest poparcie żeby czerpać od ludzi kasę za nic oraz wpływać na to jak żyje całe społeczeństwo. Jakby ktoś przyszedł do Ciebie i powiedział "daj mi milion złotych a za 10 lat oddam Ci miliard" to pewnie byś go wyśmiał. A jak przychodzi ktoś "żyj tak jak Ci mówimy, popieraj nas, namawiaj innych żeby też tak żyli i nas popierali a po śmierci dostaniesz cukierek" to nagle jest wszystko ok i trzeba widocznie mu zaufać, to tylko wpływ na moje życie i społeczeństwo. (to nie musi być o Tobie, jedni będą zagorzałymi wierzącymi, inni będą tylko deklarować wiarę i nie przeszkadzać wierzącym, może jesteś tylko tym drugim).

Mówiąc terminologią ludzi religijnych "wiara w ciemno" jest jak sprzedawanie duszy diabłu bez gwarancji że diabeł dotrzyma swojej części umowy. Twoje poglądy są bardzo dużą częścią tego co definiuje Ciebie jako Ciebie i oddawanie tego komuś w ciemno jest jak zamienianie się w czyjeś zombie na życzenie. To oczywiste że religia gloryfikuje ślepą wiarę, traktuje ją jak cnotę bo to jej zyskuje nowe owieczki. To tak jakbyś komuś w kółko gadał jak to ładnie jest pożyczać pieniądze i nie oczekiwać spłaty po to żeby w końcu móc łatwo te pieniądze pożyczyć i nie oddać.

Teraz muszę kończyć ale z grubsza wiara w ciemno to dla mnie duża wada charakteru sprzedawana wszystkim jako wielka zaleta charakteru.
Odpowiedz
(25.07.2017, 19:51)magicvortex napisał(a): wtedy zaczynamy kręcić remake serialu Sliders Język
A bardziej na poważnie to skoro nie byłyby identyczne (ale baaardzo podobne) to może udałoby sie namierzyć co sprawiło że poszły innymi drogami a tym samym pewnie odpowiedzieć na pytanie "czemu po big bangu materia ułożyła się tak a nie inaczej"

Sęk w tym że musielibyśmy móc je badać, a nie tylko dowiedzieć się o ich istnieniu i obserwować przez szybkę Język


Cytat:To trzeba uważać, raz uwierzysz a potem nie możesz przestać bo wsparcie za mocne Oczko

Coś chyba jest na rzeczy Oczko

Cytat:Przypowieściami to można się przerzucać. Nigdy nie wiadomo kiedy staniesz się Hiobem i będziesz stanowić rozrywkę dla świata duchowego.

Ale się z reguły kończy happy endem.


Cytat:No widzisz, inaczej widzisz wiarę niż ja. Ja wierzę w rzeczy które uważam za prawdziwe, nie w te które będą mi się opłacać albo wolałbym żeby było prawdą.

No ja też wierzę w rzeczy, które uważam za prawdziwe. Natomiast rozróżniam wiarę i wiedzę. Wiem że nie udowodnię bezpośrednio istnienia Boga, ponieważ ani nie wiem jak Go zdefiniować ani nie jestem w stanie przypisać go do świata materialnego.

Cytat: Wiara to nie wybór, to przekonanie. Nie możesz uważać czegoś za bzdurę a potem wybrać że w to uwierzysz. Żeby w coś uwierzyć ktoś musi Cię przekonać.

Wcale tak bardzo się nie różnimy Oczko Zatem argument za istnieniem musi wpłynąć na postrzeganie problemu. Zatem czym wg. Ciebie jest Bóg?

Cytat:A jak Cię przekona to nie masz możliwości nie uwierzyć.


No jeżeli mnie przekona to nie mam możliwości nie wiedzieć i nie rozumieć. Dla mnie uwierzyć to przyjąć za prawdziwe mimo braku 100% przekonania.

Cytat:Natomiast to o czym Ty mówisz, że niby "wybór" to nie jest żadne przekonanie, ani żadne uważanie czegoś za prawdziwe.


Możesz jasniej?

Cytat:A co do wiary w ciemno. Jeśli dajesz się przekonać do czegoś bez przedstawienia dowodów to jesteś po prostu naiwny.

No ale wiara właśnie tym jest, przyjęciem za prawdziwe mimo marginesu niepewności, niekiedy sporego.


Cytat:Religia jest pozornie nieszkodliwa, no właśnie pozornie, ale jeśli zbierzemy wystarczająco dużo naiwniaków to jest poparcie żeby czerpać od ludzi kasę za nic oraz wpływać na to jak żyje całe społeczeństwo. Jakby ktoś przyszedł do Ciebie i powiedział "daj mi milion złotych a za 10 lat oddam Ci miliard" to pewnie byś go wyśmiał. A jak przychodzi ktoś "żyj tak jak Ci mówimy, popieraj nas, namawiaj innych żeby też tak żyli i nas popierali a po śmierci dostaniesz cukierek" to nagle jest wszystko ok i trzeba widocznie mu zaufać, to tylko wpływ na moje życie i społeczeństwo. (to nie musi być o Tobie, jedni będą zagorzałymi wierzącymi, inni będą tylko deklarować wiarę i nie przeszkadzać wierzącym, może jesteś tylko tym drugim).

Jestem widocznie tym trzecim Język Sama wiara jest skorelowana z religią ale nie jest jej synonimem. Ja przyjmuję religię jako rodzaj wspólnoty ludzi dążących do wspólnych celów. Same zasady religijne, przynajmniej te chrześcijańskie zaś są po prostu prospołeczne. Z ich praktykowania nie wynika niekorzyśc ani praktyka ani społeczeństwa. W końcu, kto czyni źle, Boga nie widział.

Cytat:Mówiąc terminologią ludzi religijnych "wiara w ciemno" jest jak sprzedawanie duszy diabłu bez gwarancji że diabeł dotrzyma swojej części umowy.

A tu muszę przyznać, że nie rozumiem. Ale to może wina optyki. Ja przyjmuję że żyję we wspólnocie wierzących i dotrzymywanie 10 prostych nakazów, nie sprawia mi większego problemu. Wiadomo nie zawsze się udaje ale tragicznie nie jest Oczko Nic przy tym nie tracę. I fakt nie mam pewności czy nagrodę otrzymam, ale powstrzymanie się od oddawania czci innym bogom, lub nie mordowanie nie sprawia mi większego problemu Język Łatwo nie jest, ale jakoś tłamszę żądzę mordu. Z mojej perspektywy niewiara nie niesie w sumie żadnych korzyści. I mówię to po ośmiu latach z dala od religii.

Cytat:Twoje poglądy są bardzo dużą częścią tego co definiuje Ciebie jako Ciebie i oddawanie tego komuś w ciemno jest jak zamienianie się w czyjeś zombie na życzenie. To oczywiste że religia gloryfikuje ślepą wiarę, traktuje ją jak cnotę bo to jej zyskuje nowe owieczki. To tak jakbyś komuś w kółko gadał jak to ładnie jest pożyczać pieniądze i nie oczekiwać spłaty po to żeby w końcu móc łatwo te pieniądze pożyczyć i nie oddać.

Sęk w tym, że wiara wcale nie musi być ślepa. Jest całkiem sporo powodów aby uwierzyć. I to logicznych.
Sebastian Flak
Odpowiedz
Trzeba wyraźnie powiedzieć, że biblijna wiara nie ma nic wspólnego z tzw. ślepą wiarą.Na potwierdzenie definicja wiary z Hbr 11:1 na podstawie trzech różnych tłumaczeń:
BG
Cytat:A wiara jest gruntem tych rzeczy, których się spodziewamy i dowodem rzeczy niewidzialnych.
BT
Cytat:Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy.

BW
Cytat:A wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy.

Raczej oczywiste jest to, że taką wiarę trudno byłoby z siebie wykrzesać.Musi więc zajść wydarzenie w życiu człowieka, które tę wiarę zainicjuje.Pismo mówi, że Chrystus jest sprawcą i dokończycielem wiary.Nie można mieć tej wiary tylko na podstawie znajomości Jego nauczań.Absolutnie konieczne jest spotkanie z Nim, a następnie wzrastanie w łasce i poznawaniu Go.O ile różne argumenty mogą doprowadzić do pewnego przekonania w kwestii istnienia Boga oraz tego jakim On Jest, o tyle dopiero spotkanie ze Zmartwychwstałym daje wspaniałą pewność, której nic nie jest w stanie podważyć.
"Kto nie zważa na karność, gardzi własnym życiem, lecz kto słucha napomnienia, nabywa rozumu.
Bojaźń Pana jest szkołą mądrości, a pokora poprzedza chwałę"
                
                  Księga Przysłów 15,32-33

Niektórzy nie wierzą w osobowego Boga, gdyż nie mieści się on w kategorii 'przypadek'
Odpowiedz
(25.07.2017, 20:56)Sir Galahad napisał(a): Sęk w tym że musielibyśmy móc je badać, a nie tylko dowiedzieć się o ich istnieniu i obserwować przez szybkę Język

obserwowanie przez szybkę też może doprowadzić do pewnych wniosków, obserwacja to już badanie, gdybyśmy byli w stanie jeszcze modyfikować te zmienne to mogłoby się nawet groźnie zrobić Oczko

(25.07.2017, 20:56)Sir Galahad napisał(a): No ja też wierzę w rzeczy, które uważam za prawdziwe. Natomiast rozróżniam wiarę i wiedzę. Wiem że nie udowodnię bezpośrednio istnienia Boga, ponieważ ani nie wiem jak Go zdefiniować ani nie jestem w stanie przypisać go do świata materialnego.

To że nie jesteś w stanie go zdefiniować to deal breaker dla mnie. Nie mam zamiaru nawet rozpatrywać prawdopodobieństwa czegoś co jest tak mocno niezdefiniowane jak Bóg. (już nie wspominając o tym że każdy sobie dodefiniowuje swoje fragmenty według własnego widzi-mi-się). Brak możliwości zdefiniowania uniemożliwia jakąkolwiek weryfikację już na wstępie bo nawet nie wiesz co weryfikować i jak. To sprawia że wszelkie pozostałe argumenty tracą jakąkolwiek moc.

(25.07.2017, 20:56)Sir Galahad napisał(a): Wcale tak bardzo się nie różnimy Oczko Zatem argument za istnieniem musi wpłynąć na postrzeganie problemu. Zatem czym wg. Ciebie jest Bóg?

Sam nie wiesz jak zdefiniować, a wymagasz definicji od ludzi którzy uważają Boga za kit wciskany ludziom? Mam w kieszeni "Falafalalafa", jest to takie coś co nie jest niebieskie i jak myślę o tym to czuję zapach jesieni, w sumie to jest to i nie jest w kieszeni jednocześnie, a czasem w ogóle tego nie ma mimo że jest. Nie zdefiniuję co to jest ale zapytam czym dla Ciebie jest "Falafalalafa"? Wybacz ale jeśli to Ty twierdzisz że Bóg istnieje to Ty zaproponuj definicje. Dopiero z definicją możemy stwierdzać czy to coś istnieje czy nie oraz jak to zweryfikować w ogóle. Bez definicji to sobie co najwyżej gaworzymy o niczym dla zabicia czasu.

(25.07.2017, 20:56)Sir Galahad napisał(a): No jeżeli mnie przekona to nie mam możliwości nie wiedzieć i nie rozumieć. Dla mnie uwierzyć to przyjąć za prawdziwe mimo braku 100% przekonania.

Nie, jak ktoś Cię przekona to będziesz wierzył ale może Ci się wydawać że wiesz i rozumiesz. Ktoś może przecież Cię przekonać do jakiejś totalnej bzdury. Przekonanie nic nie mówi o prawdziwości podmiotu przekonania.

(25.07.2017, 20:56)Sir Galahad napisał(a):
Cytat:Natomiast to o czym Ty mówisz, że niby "wybór" to nie jest żadne przekonanie, ani żadne uważanie czegoś za prawdziwe.

Możesz jasniej?

Wiara jako wybór, to co napisałeś przed chwilą "Dla mnie uwierzyć to przyjąć za prawdziwe mimo braku 100% przekonania.". Nie zostałeś przekonany w 100% ale świadomie, z własnej woli, zamiast rozpatrywać wątpliwości (które być może są słuszne) wolisz zamknąć oczy, skrzyżować palce i powtarzać w kółko "to prawda, to prawda, to prawda...". (oczywiście koloryzuję ale z grubsza o to chodzi). Gdybyś uważał to za prawdziwe to byłbyś przekonany w 100%, a wtedy nie byłby to żaden wybór tylko naturalna konsekwencja Twoich przekonań. Wybrać możesz trwanie przy idei mimo wątpliwości.

(25.07.2017, 20:56)Sir Galahad napisał(a): No ale wiara właśnie tym jest, przyjęciem za prawdziwe mimo marginesu niepewności, niekiedy sporego.

Wielkość marginesu ma znaczenie. W temacie Boga moim zdaniem margines jest tak dramatycznie duży że przyjęcie tego w ciemno to dla mnie wyłącznie naiwność. Powtarzanie że wiara to przyjęcie czegoś mimo niepewności, niczego nie zmienia, ba, to jest powód dla którego wiara nie jest dla mnie cnotą.

(25.07.2017, 20:56)Sir Galahad napisał(a): Jestem widocznie tym trzecim Język Sama wiara jest skorelowana z religią ale nie jest jej synonimem.

Nie mówię że jest synonimem. Uwierzyć można chociażby w piramidę finansową i zostać wyrolowany

(25.07.2017, 20:56)Sir Galahad napisał(a): Ja przyjmuję religię jako rodzaj wspólnoty ludzi dążących do wspólnych celów.

sama wspólnota jest ok

(25.07.2017, 20:56)Sir Galahad napisał(a): Same zasady religijne, przynajmniej te chrześcijańskie zaś są po prostu prospołeczne. Z ich praktykowania nie wynika niekorzyśc ani praktyka ani społeczeństwa. W końcu, kto czyni źle, Boga nie widział.

to temat całą nową dyskusję której teraz nie chcę zaczynać bo już te odpowiedzi zaczynają zabierać mi dużo czasu. Uśmiech Zresztą lecimy tu już mocno po offtopach

(25.07.2017, 20:56)Sir Galahad napisał(a):
Cytat:Mówiąc terminologią ludzi religijnych "wiara w ciemno" jest jak sprzedawanie duszy diabłu bez gwarancji że diabeł dotrzyma swojej części umowy.

A tu muszę przyznać, że nie rozumiem. Ale to może wina optyki. Ja przyjmuję że żyję we wspólnocie wierzących i dotrzymywanie 10 prostych nakazów, nie sprawia mi większego problemu. Wiadomo nie zawsze się udaje ale tragicznie nie jest Oczko Nic przy tym nie tracę.

No to jest dyskusyjne, zależy co będzie stratą a co nie. Wyobraź sobię ze ktoś oferuje Ci wspólnotę w zamian za to że zawsze będziesz głosował na partię X niezależnie od tego co ta partia będzie wyprawiać. Niby nic nie tracisz, a jak masz gdzieś politykę albo zgadzasz się z partią X to nawet dobry deal. Tyle że ja mam poglądy inne niż partia X i dla mnie ten deal jest nie do przyjęcia. Poza tym to nie chodzi tylko o 10 nakazów, bo te to raczej i ja dotrzymuję z pominięciem tych dotyczacych wiary.

(25.07.2017, 20:56)Sir Galahad napisał(a): I fakt nie mam pewności czy nagrodę otrzymam, ale powstrzymanie się od oddawania czci innym bogom, lub nie mordowanie nie sprawia mi większego problemu Język Łatwo nie jest, ale jakoś tłamszę żądzę mordu. Z mojej perspektywy niewiara nie niesie w sumie żadnych korzyści. I mówię to po ośmiu latach z dala od religii.

Ja tu nie mówię nic o korzyściach. Ja tam widzę korzyści w byciu sceptykiem ale to nie jest mój argument. Mnie interesuje prawda, a nie przymilanie się jakiejś wspólnocie albo nagroda za założenie ze coś jest prawdą.

(25.07.2017, 20:56)Sir Galahad napisał(a): Sęk w tym, że wiara wcale nie musi być ślepa. Jest całkiem sporo powodów aby uwierzyć. I to logicznych.

Nie musi, ale zapytałeś dlaczego wiarę w ciemno uważam za złą. Do wiary z powodu jakiś argumentów mam więcej szacunku ale oczywiście nadal się z taką wiarą nie zgadzam. Tylko widzisz, jeśli argumenty Cię przekonały i nie wierzysz w ciemno to można z Tobą dyskutować i jesteś w stanie przestać wierzyć w jakąś bzdurę jeśli przedstawi Ci się odpowiednie kontrargumenty. Natomiast jeśli wierzysz ślepo, to statek na którym płyniesz może płonąć i tonąć i rozpadać się w drzazgi a ty z zamkniętymi oczami będziesz powtarzał "dopłynę, dopłynę, dopłynę" bo tu nie są ważne argumenty. Jak ktoś Ci pokarze palcem że statek jest w fatalnym stanie to jeszcze odpowiesz "może margines niepewności jest naprawdę spory ale i tak wybieram wiarę w to że tak źle nie jest, zakładam ze statek dopłynie do celu, na tym polega wiara" Uśmiech
Odpowiedz
(Wczoraj, 10:24)magicvortex napisał(a): obserwowanie przez szybkę też może doprowadzić do pewnych wniosków, obserwacja to już badanie, gdybyśmy byli w stanie jeszcze modyfikować te zmienne to mogłoby się nawet groźnie zrobić Oczko

Sama obserwacja to jednak nie wszystko. Bez eksperymentalnego doswiadczania, nie jesteśmy w stanie sprawdzić czym widok jest. Równie dobrze możemy uznać hologram za świat realny. Poza tym mamy modelowanie cyfrowe, i żeby modelować cały wszechświat trzeba nam tylko odpowiedniej mocy obliczeniowej. Na razie modelujemy z powodzeniem galaktyki. Jeszcze kilka rzędów wielkości i kto wie co jeszcze nam się uda?

Cytat:To że nie jesteś w stanie go zdefiniować to deal breaker dla mnie.

No ja pisałem ileś tam postów wcześniej dlaczego nie definiuję. Pewnie byłbym w stanie użyć jednej z gotowych definicji, albo ukuć własną ale nie czuję takiej potrzeby. Mógłbym przyjąć definicję Platona albo Arystotelesa, ale w gruncie rzeczy to mi to lotto.

[/quote] Nie mam zamiaru nawet rozpatrywać prawdopodobieństwa czegoś co jest tak mocno niezdefiniowane jak Bóg. (już nie wspominając o tym że każdy sobie dodefiniowuje swoje fragmenty według własnego widzi-mi-się). Brak możliwości zdefiniowania uniemożliwia jakąkolwiek weryfikację już na wstępie bo nawet nie wiesz co weryfikować i jak. To sprawia że wszelkie pozostałe argumenty tracą jakąkolwiek moc.[/quote]

Ależ mozliwość jest. Tylko akurat ja z niej nie korzystam. Ja nie jestem jakimś wyznacznikiem czegokolwiek, poza sobą i swoim zdaniem Oczko

(25.07.2017, 20:56)Sir Galahad napisał(a): Wcale tak bardzo się nie różnimy Oczko Zatem argument za istnieniem musi wpłynąć na postrzeganie problemu. Zatem czym wg. Ciebie jest Bóg?

Cytat:Sam nie wiesz jak zdefiniować, a wymagasz definicji od ludzi którzy uważają Boga za kit wciskany ludziom?

No interesuje mnie co uważasz za kit. Osobiście zrezygnowałem ze ścisłego definiowania Boga, albowiem mnie nie satysfakcjonuje wciskanie Boga w wąskie ramy ludzkiego poznania. Każda definicja to tylko pewne przybliżenie, a jak oddać cechy w taki sposób żeby najpełniej oddawały istotę przedstawionego problemu, w tym wypadku Boga? Poza tym z całą pewnością Bóg istnieje. Czy to tylko jako idea, mem albo ewolucyjna pozostałość przejawiająca się w konieczności wiery wystepującej u większości ludzi czy też jako byt Najwyższy, który wybrał te naturalne mechanizmy jako środek komunikacji z całym Stworzeniem. Ja osobiście przyjmuję ten drugi wypadek za prawdopodobniejszy, bardziej spójny i logiczny.


Cytat: Mam w kieszeni "Falafalalafa", jest to takie coś co nie jest niebieskie i jak myślę o tym to czuję zapach jesieni,

Słyszałeś o synestezji? Duży uśmiech

Cytat:w sumie to jest to i nie jest w kieszeni jednocześnie, a czasem w ogóle tego nie ma mimo że jest.

A kota Schroedingera kojarzysz? Język




Cytat: Nie zdefiniuję co to jest ale zapytam czym dla Ciebie jest "Falafalalafa"? Wybacz ale jeśli to Ty twierdzisz że Bóg istnieje to Ty zaproponuj definicje. Dopiero z definicją możemy stwierdzać czy to coś istnieje czy nie oraz jak to zweryfikować w ogóle. Bez definicji to sobie co najwyżej gaworzymy o niczym dla zabicia czasu.

Pytam z ciekawości czemu zaprzeczasz. Na potrzeby dyskusji mozemy sięgnąć do ww. Greków. Ale w sumie co to zmienia? Ja nie jestem jakimś wyznacznikiem czegokolwiek, nawet standardowym okazem wierzącego nie jestem. to ze ja zrezygnowałem z definiowania nijak nie blokuje drogi do tego żebyś przedstawił swoją definicję.


Cytat:Nie, jak ktoś Cię przekona to będziesz wierzył ale może Ci się wydawać że wiesz i rozumiesz. Ktoś może przecież Cię przekonać do jakiejś totalnej bzdury. Przekonanie nic nie mówi o prawdziwości podmiotu przekonania.

Zależy czym, do czego i jakimi argumentami przekona. Wszystko co się tyczy materii albo informacji da się udowodnić albo sprawdzić.


Cytat:Gdybyś uważał to za prawdziwe to byłbyś przekonany w 100%, a wtedy nie byłby to żaden wybór tylko naturalna konsekwencja Twoich przekonań. Wybrać możesz trwanie przy idei mimo wątpliwości.

No ale gdyby nie było marginesu wątpliwości to wtedy bym po prostu wiedział.


Cytat:Wielkość marginesu ma znaczenie. W temacie Boga moim zdaniem margines jest tak dramatycznie duży że przyjęcie tego w ciemno to dla mnie wyłącznie naiwność. Powtarzanie że wiara to przyjęcie czegoś mimo niepewności, niczego nie zmienia, ba, to jest powód dla którego wiara nie jest dla mnie cnotą.

Mhh. Osobiście widzę to tak: Wiara jest czymś całkowicie realnym i rozpowszechnionym, elementy wiary takie jak modlitwa wpływają na wierzącego w całkiem realny i mierzalny sposób, życie religijne społeczeństwa wpływa na wzajemną postawę wierzących względem siebie i innych. I tutaj nastąpiło u mnie pytanie, dlaczego nie uwierzyć? Po co się odcinać od tych wszystkich pozytywnych skutków jakie niesie wiara? Nie wierząc nic nie zyskuję przecież.


Cytat:No to jest dyskusyjne, zależy co będzie stratą a co nie.

No właśnie.

Cytat:Wyobraź sobię ze ktoś oferuje Ci wspólnotę w zamian za to że zawsze będziesz głosował na partię X niezależnie od tego co ta partia będzie wyprawiać. Niby nic nie tracisz, a jak masz gdzieś politykę albo zgadzasz się z partią X to nawet dobry deal. Tyle że ja mam poglądy inne niż partia X i dla mnie ten deal jest nie do przyjęcia.

Ale przecież, przynajmniej w katolicyzmie, a nawet katolicyzmach nikt nie wymaga od wierzącego postępowania wbrew sumieniu. Jest kilka światopoglądowych aspektów, które są nośne i z którymi mozna się nie zgadzać np. in vitro, eutanazja itp. ale w samym kościele wierzący mają przecież swoje zdanie. Wiara to nie totalitaryzm. Łożenie na wspólnotę też nie jest jakoś strasznie wysunięte na czoło. Złotówka na tacę raz do roku i masz czyste sumienie. Ale gwarantuję Ci że jeżeli czujesz się częścią grupy, to chcesz o nią dbać. Sam i to bez nakazów.

Cytat:Poza tym to nie chodzi tylko o 10 nakazów, bo te to raczej i ja dotrzymuję z pominięciem tych dotyczacych wiary.

No widzisz ;D

Cytat:Nie musi, ale zapytałeś dlaczego wiarę w ciemno uważam za złą. Do wiary z powodu jakiś argumentów mam więcej szacunku ale oczywiście nadal się z taką wiarą nie zgadzam. Tylko widzisz, jeśli argumenty Cię przekonały i nie wierzysz w ciemno to można z Tobą dyskutować i jesteś w stanie przestać wierzyć w jakąś bzdurę jeśli przedstawi Ci się odpowiednie kontrargumenty. Natomiast jeśli wierzysz ślepo, to statek na którym płyniesz może płonąć i tonąć i rozpadać się w drzazgi a ty z zamkniętymi oczami będziesz powtarzał "dopłynę, dopłynę, dopłynę" bo tu nie są ważne argumenty. Jak ktoś Ci pokarze palcem że statek jest w fatalnym stanie to jeszcze odpowiesz "może margines niepewności jest naprawdę spory ale i tak wybieram wiarę w to że tak źle nie jest, zakładam ze statek dopłynie do celu, na tym polega wiara" Uśmiech

A pasażerów Tytanica przekonano, że jest niezatapialny. A był nowiutki i nowocześniutki. Natomiast taki Thor Heyerdahl przepłynął ocean na wiązce trzcin. To że prawdopodobieństwo jednej rzeczy jest większe od drugiego, wcale nie znaczy że to drugiego nie może nastąpić. Ciekawe jakie jest prawdopodobieństwo powstania wszechświata, albo inteligentnego życia. Ostrożnie zakładam że skromne i to nawet bardzo skromne.
Sebastian Flak
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości